UWAGA: PREZENTOWANE TREŚCI NIE SĄ PORADĄ PRAWNĄ, NIE STANOWIĄ TAKŻE WYKŁADNI LUB INTERPRETACJI PRAWA !

Co mnie dziwi w Prawie budowlanym - część 1

Dodał: Marecki/2017-06-24/Tagi: prawo budowlane, samowola budowlana, zmiany w prawie budowlanym, stare prawo budowlane,
Im więcej czytam i uczę się o Prawie budowlanym, i nie tylko budowlanym, tym bardziej się dziwię... O co tu chodzi? Szczególnie dziwne wydają mi się zmiany w Prawie budowlanym, nie tylko te najświeższe, ale też te, które następowały od wejścia w życie aktualnej ustawy w dniu 1-go stycznia 1995 roku. Jak tak patrzę na prawo w ogólności, to jawi mi się obraz, na którym prawo służy ludziom, jest dobre, pożyteczne, i cywilizuje naszą rzeczywistość. Bo przecież prawo służy poprawie bezpieczeństwa, zapewnieniu ludziom opieki medycznej i edukacji, chroni własność prywatną i rozmaite wolności, a także reguluje relacje między ludźmi, np. żeby się nie pozabijali o miedzę itp. To w zasadzie same dobre rzeczy. Nawet jeżeli to prawo narzuca pewne ograniczenia, a w tym kary, to w większości przypadków, tak długo, jak są one proporcjonalne i adekwatne, to najzwyczajniej służy to ogólnemu dobru. Może ja jestem głupiutkim i naiwnym misiem o małym rozumku, ale tak mi się właśnie wydaje. Można też wysnuć wniosek, że dobre prawo rodzi się w pewnym sensie w sposób naturalny i przez to jest intuicyjne i zrozumiałe. Najlepiej też, jeżeli nie wymaga interpretacji, bo przepisy, które są "interpretowalne" to swoisty prawny wrzód. Niestety takich wrzodów nie brakuje, w tym w Prawie budowlanym. Ktoś może powiedzieć, że to tylko "filozofowanie" i niczemu nie służy, ale ja, jako miś o małym rozumku, lubię tak czasem i będę się upierać przy swoim. Ale do rzeczy. Postaram się teraz wyjaśnić, skąd biorą się moje zastrzeżenia do Prawa budowlanego. Po pierwsze prawo budowlane w niektórych częściach nie spełnia wspomnianego warunku "naturalności", i "intuicyjności", i w szczególności "proporcjonalności", a jak ktoś woli mniej filozoficznie, to można powiedzieć, że zwyczajnie jest ono nielogiczne. Bo czy ktoś mający na uwadze tzw. dobro społeczne, interes obywateli, lub jakiekolwiek obiektywne dobro, może uznać za logiczne absolutnie arbitralne, wyssane z palca, opłaty legalizacyjne? Wspominałem o tym przy innych okazjach, ale chyba nigdy nie będzie o tym za wiele, więc znowu wracam do tej samej płyty. Opłaty legalizacyjne w aktualnej wysokości nie służą nikomu i nie mają żadnego sensu z punktu widzenia interesu obywatela lub państwa. Pięćdziesiąt tysięcy za rozbudowę domu, nawet niewielką, sto dwadzieścia pięć tysięcy za jakąś szopę - obiekt gospodarczy nie będący budynkiem... Jeżeli komuś się wydaje, że opłata legalizacyjna jest opcjonalna, bo słyszy często, że gdzieś tam są jakieś tam przepisy, których nikt nie stosuje, to niestety, ale to nie jest ten przypadek. Przepisy Prawa budowlanego dotyczące opłat legalizacyjnych są tak skonstruowane, że legalizacja budowy, rozbudowy lub nadbudowy, jest możliwa wyłącznie po zapłaceniu opłaty. Pięćdziesiąt tysięcy opłaty legalizacyjnej za dobudowanie kibla do chałupy nie służy obywatelom, nie służy państwu, nie służy organom podatkowym, którym trzeba te pieniądze zapłacić, a w większości przypadków raczej ich nigdy nie zobaczą, bo się nie opłaca płacić pięćdziesiąt tysięcy za kibel wybudowany w kilka weekendów przy pomocy szwagra i dzieci. Jedyne, czemu służą aktualne opłaty legalizacyjne, to tworzeniu patologii. Oczywiście od niedawna Prawo budowlane pozwala na stosowanie przepisów podatkowych zezwalających na uznaniowe umorzenie opłaty legalizacyjnej w wyjątkowych przypadkach, ale znowu przychodzi mi na myśl jedno słowo - patologia. Informacyjnie można w tym miejscu zauważyć, że opłatę umarza organ podatkowy, czyli w przypadku postępowań legalizacyjnych prowadzonych przez PINB-y organem podatkowym jest wojewoda. Nie do końca jest jednak jasne, jakie nieszczęście, oprócz samej wysokości opłaty legalizacyjnej, musi kogoś spotkać, żeby mu tą opłatę umorzono. W przepisach o opłatach legalizacyjnych w obecnym kształcie trudno tak naprawdę doszukać się jakiegokolwiek pozytywnego aspektu i logiki. Niestety ta ustawa cierpi na tą przypadłość od samego początku. Jako ciekawostkę można przytoczyć fakt, że w początkowej wersji ustawy, w pierwszych latach po jej wejściu w życie, legalizacja nie była w ogóle możliwa, chyba, że minęło 5 lat od zakończenia robót budowlanych. Tym sposobem jedni sprawcy samowoli dostawali przymusowy nakaz rozbiórki, a inni nie ponosili tak naprawdę żadnych konsekwencji, bo nie było też opłat legalizacyjnych. Warto także wspomnieć, że w dzisiejszym Prawie budowlanym jest zawarty osobny rozdział, zawierający przepisy karne przewidujące m.in. grzywny, a nawet ograniczenie lub pozbawienie wolności dla budowlanych psotników, w tym dla sprawców samowoli budowlanych, co oznacza, że na opłacie legalizacyjnej może się nie skończyć. To, co mnie dziwi, to fakt, że przez lata nikt nie zrobił nic, żeby zniwelować patologię opłat legalizacyjnych, np. poprzez sprowadzenie ich do poziomu adekwatnego klapsa w pupę, zamiast pięciuset batów, których ofiara może nie być w stanie przyjąć. Ale co ja gadam... Gupi ja jestem... Przecież opłata legalizacyjna nie jest karą... i jest dobrowolna... Bo sama legalizacja też przecież jest dobrowolna... To chyba nie ma problemu... co...? Czy może jest...? Sam już nie wiem... Tak, czy inaczej, na koniec chciałem tylko dodać, że nie wydaje mi się też, żeby całkowite zniesienie opłat legalizacyjnych przyniosło jakikolwiek pozytywny skutek, bo to z kolei spowoduje, że nie będzie żadnej motywacji, by samowoli budowlanej nie robić. Ale ja się mogę nie znać... CDN...



Więcej postów w kategorii: Prawo budowlane

Nadzór budowlany - urzędniczy przekładaniec z patologii
Sąd Administracyjny - najlepsza metoda dyskusji z organami nadzoru budowlanego
Jak to się robi... czyli systemowa patologia usankcjonowana ustawą
Co mnie dziwi w Prawie budowlanym - część 3
Co mnie dziwi w Prawie budowlanym - część 2
Art. 50-51 Prawa budowlanego – pozwolenie na budowę to nie immunitet
Przedawnienie samowoli budowlanej
Stare prawo budowlane z 1974 roku, które ciągle obowiązuje
Prawo budowlane – co to takiego?
Dodaj komentarz:



KOMENTARZE:



Szukaj wg haseł:

altanaaltana na zgłoszeniebez pozwolenia na budowębudowabudowa bez pozwolenia na budowębudowa domu jednorodzinnegobudowa garażu na zgłoszeniebudowa na zgłoszeniebudowa wiatybudynekbudynek gospodarczybudynek gospodarczy na zgłoszeniebudynek rekreacji indywidualnejbudynek wolno stojącydefinicjedociepleniedocieplenie budynkudokumentacjadokumentacja budowydom jednorodzinny bez pozwolenia na budowędom jednorodzinny na zgłoszeniedomek letniskowydziennik budowyganekganek na zgłoszeniegarażgaraż na zgłoszenieinstalacja elektrycznainstalacje - prawo budowlaneinstalacje sanitarneinstalacje w budynkuinwestoristotne odstępstwokierownik budowykontrole budowlaneksiążka obiektulegalizacja budynku jednorodzinnegolegalizacja samowoli budowlanejnadbudowanadzór budowlanynowe prawo budowlaneobiekt małej architekturyobiekt niezwiązany trwale z gruntemodbudowaogrodzenieogrodzenie bez zgłoszeniaopłata legalizacyjnapostępowanie naprawczepozwolenie na budowępozwolenie na użytkowanieprawo budowlaneprawo budowlane 1974prawo budowlane 2017projekt budowlanyprojekt zamiennyprzebudowaremontrozbudowarozpoczęcie budowyrozpoczęcie robót budowlanychrozłożenie na raty opłaty legalizacyjnejsamowola budowlanastan techniczny budynkustara samowola budowlanastare prawo budowlanestare przepisy budowlaneterminytymczasowy obiekt budowlanyumorzenie opłaty legalizacyjnejwiatawiata bez pozwolenia na budowęwstrzymanie robót budowlanychwysokość opłaty legalizacyjnejwłaściciel obiektu budowlanegozakończenie budowyzakończenie robót budowlanychzgłoszenie robót budowlanychzmiany w prawie budowlanymświadectwo charakterystyki energetycznej