UWAGA: PREZENTOWANE TREŚCI NIE SĄ PORADĄ PRAWNĄ, NIE STANOWIĄ TAKŻE WYKŁADNI LUB INTERPRETACJI PRAWA !

Jak to się robi... czyli systemowa patologia usankcjonowana ustawą

Dodał: Marecki/2018-04-20/Tagi: samowola budowlana, prawo budowlane, legalizacja samowoli budowlanej, opłata legalizacyjna,
Miałem kontynuować moją ulubioną serię pt. "co mnie dziwi w Prawie budowlanym", i w zasadzie to jest trochę kolejny odcinek, ale nie całkiem. Cały czas męczy mnie zagadka opłat legalizacyjnych. Pięćdziesiąt tysiaków za budowę, rozbudowę lub nadbudowę budynku jednorodzinnego, po piątaku za maliznę typu komórka, co się przy tym musi trzymać gruntu – o so tu chozi? Najciekawsze jest to, że te regulacje celują w nasze piękne polskie sioła i malowniczo odrapane miasteczka, gdzie tego typu samowoli jest najwięcej. W bloku największa samowola, to zabudowa balkonu, a na wiosce lub w jakiejś zapyziałej (acz z pewnością zacnej...) mieścinie to pewnie na co drugim podwórku cuś stoi. Jak nie jakaś przybudówka, to nadbudówka, to znowu szopka-komórka. Gdzieniegdzie praktyczna blaszana architektura wpisuje się złotymi zgłoskami w najszą polską tradycję budowlaną i może z czasem zasłuży sobie nawet na zaszczytne miejsce w podręcznikach, jak chaty kurpiowskie, albo ten romański kościółek, co się o nim wszyscy uczą w szkole. Rzecz w tym, że ludziska nie są raczej bogate na wiosce, a pięćdziesiąt klocków za, jak zapewne wielu by to określiło, budowlaną bzdurę, a raczej prawo do jej legalizacji, to niemało. W zasadzie, jak się o tym myśli, to nawet całkiem sporo, i to nie tylko w czasach z siedemnastoprocentowym, a może i większym, bezrobociem, ale i dziś, w okresie prosperity, gdzie Polacy zasłużyli na wyjątkowy zaszczyt, by mieć pracę, często jakiś tysiąc kilometrów od rodzinnej wioseczki, gdzie ludzie nie mówią po ludzku, ale jednak... Cały czas nie mogę pojąć, jak komuś mogło się to wydawać logiczne i sensowne... Ale to tylko dlatego, że nie wiem jaką logikę do tego zastosować. I dlatego zaczynam się zastanawiać... domyślać... analizować... Zaraz... chwileczkę... Najpierw była stara, komunistyczna ustawa z roku pańskiego 1974. Z komuny tak zwanej... I ta ustawa nie miała w sobie żadnych opłat legalizacyjnych... W zasadzie (chociaż ja się mogę nie znać...) to wydaje mnie się, że to nie była taka zła ta ustawa. I to nie tylko dlatego, że nie miała w sobie opłat. Za komuny było wiele normalnych rzeczy, tylko sama komuna była nienormalna. Była na przykład nauka prawa, i naukowcy od prawa potrafili też stworzyć dobre i logiczne prawo, oparte na solidnych podstawach, często sięgających dwa tysiące lat wstecz. I to prawo mamy często do dzisiaj. I ono jest dobre... dobre jest... i logiczne, tak długo, jak nie zostanie zidiocone przez manipulantów i lepszych cwaniaków. To trochę tak, jak czterej pancerni, albo Kloss - propaganda swoją drogą, ale ludzie serial oglądają do dzisiaj, a do tego ogląda się czasem lepiej niż cały ten nowoczesny chłam. Zwracam w tym miejscu uwagę, że co innego dokonania uczonych i filmowców lub artystów, a co innego państwo policyjne (a raczej milicyjne), oparte na aparacie bezpieczeństwa (politycznego) i politycznej agenturze. Drogie dzieci, jak ktoś wam próbuje wmówić, że komuna to był raj na ziemi, i nie było przestępczości, i wszyscy byli szczęśliwi i we Wiśle płynęło mleko od Krasuli, i że mak zakazali uprawiać, jedynie z tego względu, że makówki były zbyt odporne na socjalistyczną propagandę, i że alkoholizm mamy w tym kraju dopiero od 1989 roku, to potakujcie i udawajcie, że wierzycie, ale potem idźcie sprawdzić w jakimś bardziej wiarygodnym źródle. Ale to nie jest blog polityczny... No... To może wróćmy do tematu. W roku pańskim 1994 nasz demokratyczny parlament uchwalił nowe, lepsze Prawo budowlane, które na początku albo w ogóle nie dopuszczało legalizacji, albo dopuszczało jakieś kombinatorskie przedawnienie po pięciu latach. Po kilku latach zostało to prawo zmienione i wprowadzono opłaty legalizacyjne, czyli de facto opłatę za prawo do legalizacji, bo legalizacja jest prawem, a nie obowiązkiem, a opłata legalizacyjna nie jest karą, ale należnością podatkową, bla, bla, bla... Co ciekawe możliwość umorzenia tej należności lub rozłożenia na raty dopuścili miłościwie nam panujący przedstawiciele narodu dopiero niedawno, będzie ze trzy lata, ale na podstawie przepisów podatkowych i to też w super wyjątkowych okolicznościach (uznaniowo, przez wojewodę). Pytanie brzmi – czemu w rzeczywistości te przepisy o samowoli (w szczególności art. 48) miały służyć i jak były i są stosowane. Zwracam uwagę, że w Prawie budowlanym, w zakresie opłat, nie ma i nigdy nie było uznaniowości. Nigdy też nie było różnicowania na przykład na mniejszy i większy zakres samowoli – budowa, rozbudowa i nadbudowa to według ustawowej definicji to samo, czyli budowa. Opłata do niedawna była jednakowa, bez względu na zakres – nie ważne, pół metra, czy dziesięć. Ojce narodu kilka lat temu wyjęły z tego ganki, jakby ganek nie był częścią budynku. Gdybym im nie ufał bezgranicznie, to bym pomyślał, że to kpiny... Za przydomowy ganek do 35 metrów powierzchni (w takim to można nawet trzymać auto, albo dwie jałówki) zrobiły pięć koła opłaty legalizacyjnej. O so tu chozi... Czy może przez ostatnie dekady żyliśmy i nadal żyjemy w bananowej republice...? Jak bym był podejrzliwym miłośnikiem teorii spiskowych, to bym sobie pewnie pomyślał, że te opłaty, to były zaprojektowane celowo, z rozmysłem, i nawet z premedytacją. Że to była zaplanowana patologia... Brrrrrr... Ale to chyba niemożliwe... Możemy sobie tylko pospekulować, co by było, gdybyśmy jednak żyli w bananowej republice - teraz w tle przyjemne nutki z harfy, przenosimy się na rajską plażę, dookoła palmy... i bananowce... w dali tankowiec... w dłoni drink z parasolką... po lewej plantacja, po prawej ocean... obok, na plecionej sofie, el prezidente, w galowym mundurze, z orderami, z drinkiem w jednej ręce i cygarem w drugiej. Co tu zrobić... Co tu zrobić, żeby zrobić, a się nie narobić? Jak tu stworzyć komitywę z narodem, ze społeczeństwem znaczy się. Jak tu dać, ale sprytnie, żeby nic nie dać, ale żeby ludziska były wdzięczne, a inni żeby się bali... I żeby był tylko aplauz i zaakceptowanie... Mam! Zrobimy tak: wprowadzimy nowe prawo budowlane, że każdy nielegalnie wybudowany lub rozbudowany szałas trzeba będzie przymusowo rozebrać. Potem troszki poluzujem, że będzie można legalizować, ale żeby zalegalizować trzeba będzie zapłacić opłatę legalizacyjną – zylion debilarów z podobizną el presidente! Na naszej wyspie niestety nikt nie ma zyliona debilarów, ale o to właśnie chozi. Oczywiście trzeba też będzie zainstalować odpowiednie organy... znaczy się władzy, nie kościelne..., żeby to prawo egzekwowały. Do tego potrzeba będzie kompetentnych ludzi, nie jakichś matołów. I oni, to jest te organy, będą łapać tych wszystkich nielegalnych budowaczy i rozbudowaczy, będą wdrażać odpowiedni teatr kabuki... znaczy się procedurę... i będą mówić tak: „Oooo, co za gupek te prawo wymyślił! Ale my jesteśmy ludzcy i wam pomożemy...”. Potem będą dawać ludziom decyzje administracyjne, usmażone wedle własnego przepisu, z piętkną czerwoną pieczęcią z podobizną jego ekscelencji el presidente... albo jakiegoś ptaka... I tym sposobem mamy sytuację pod kontrolą. Ludziska się cieszą, że mają decyzję, która de facto jest nielegalna, i którą można im w każdej chwili zabrać, i jeszcze się cieszą, że mają takie wspaniałe konszachty z miejscową władzą... bo przecież chałupka stoi. I jeszcze można udawać, że tamta władza, to nie ta sama, co tutaj, na plantacji, mundur niby taki sam, ale jacy oni dobrzy... El presidente jest daleko, a my tu, na naszym bananowym zadupiu sobie spokojnie żyjemy z naszą własną, dobrą i ludzką władzą. I można też przy okazji wzdychać, że dawniej było lepiej. A jak będzie potrzebny bat, to też jest, bo przecież każdy na wyspie ma coś tam nielegalnie wybudowane, dobudowane, przybudowane, przy swojej chałupce z liści bananowca, a władza jest dobra i litościwa... prawie dla każdego... Voila - wspaniałe rozwiązanie! Wystarczy wpisać w ustawę zylion debilarów za prawo do legalizacji samowoli budowlanej, którego równie dobrze mogłoby tam wcale nie być... I jakie by to było wtedy marnotrawstwo... I harfa sobie plumka, i z bananowej republiki wracamy do... rzeczywistości.



Więcej postów w kategorii: Prawo budowlane

Nadzór budowlany - urzędniczy przekładaniec z patologii
Sąd Administracyjny - najlepsza metoda dyskusji z organami nadzoru budowlanego
Co mnie dziwi w Prawie budowlanym - część 3
Co mnie dziwi w Prawie budowlanym - część 2
Co mnie dziwi w Prawie budowlanym - część 1
Art. 50-51 Prawa budowlanego – pozwolenie na budowę to nie immunitet
Przedawnienie samowoli budowlanej
Stare prawo budowlane z 1974 roku, które ciągle obowiązuje
Prawo budowlane – co to takiego?
Dodaj komentarz:





Szukaj wg haseł:

altanaaltana na zgłoszeniebez pozwolenia na budowębudowabudowa bez pozwolenia na budowębudowa domu jednorodzinnegobudowa garażu na zgłoszeniebudowa na zgłoszeniebudowa wiatybudynekbudynek gospodarczybudynek gospodarczy na zgłoszeniebudynek rekreacji indywidualnejbudynek wolno stojącydefinicjedociepleniedocieplenie budynkudokumentacjadokumentacja budowydom jednorodzinny bez pozwolenia na budowędom jednorodzinny na zgłoszeniedomek letniskowydziennik budowyganekganek na zgłoszeniegarażgaraż na zgłoszenieinstalacja elektrycznainstalacje - prawo budowlaneinstalacje sanitarneinstalacje w budynkuinwestoristotne odstępstwokierownik budowykontrole budowlaneksiążka obiektulegalizacja budynku jednorodzinnegolegalizacja samowoli budowlanejnadbudowanadzór budowlanynowe prawo budowlaneobiekt małej architekturyobiekt niezwiązany trwale z gruntemodbudowaogrodzenieogrodzenie bez zgłoszeniaopłata legalizacyjnapostępowanie naprawczepozwolenie na budowępozwolenie na użytkowanieprawo budowlaneprawo budowlane 1974prawo budowlane 2017projekt budowlanyprojekt zamiennyprzebudowaremontrozbudowarozpoczęcie budowyrozpoczęcie robót budowlanychrozłożenie na raty opłaty legalizacyjnejsamowola budowlanastan techniczny budynkustara samowola budowlanastare prawo budowlanestare przepisy budowlaneterminytymczasowy obiekt budowlanyumorzenie opłaty legalizacyjnejwiatawiata bez pozwolenia na budowęwstrzymanie robót budowlanychwysokość opłaty legalizacyjnejwłaściciel obiektu budowlanegozakończenie budowyzakończenie robót budowlanychzgłoszenie robót budowlanychzmiany w prawie budowlanymświadectwo charakterystyki energetycznej